Wydrukuj tę stronę
sobota, 27 kwiecień 2019 10:35

Gender i brak logiki

Napisane przez Redakcja


„Po pani wykładzie, ja już nie wiem, kim jestem”. To wyznanie jednego ze studentów, uczących się u prof. Judith Butler – czołowej działaczki na rzecz gender. Prof. Butler uznała je za swój sukces naukowy.



Zaczęło się niewinnie. Od literackiej, moralnie obojętnej, analizy podmiotu lirycznego. Kilkadziesiąt lat temu naukowcy zaczęli przyglądać mu się coraz bardziej i bardziej, rozkładać na drobniejsze elementy, rozpraszać. I nie byłoby w tym nic niebezpiecznego, gdyby z przestrzeni teorii literatury tendencja nie przeszła do nauk, dotyczących realnego ludzkiego życia.

Zawieszony między bytami
Wspomniana wyżej Judith Butler (ur. w 1956 r.) to profesor literatury porównawczej i retoryki Uniwersytetu w Kalifornii. W badaniach nad podmiotem literackim i w swoich postulatach dotyczących osoby, poszła o krok dalej niż inni genderyści. Butler stoi na stanowisku, że płeć w ogóle nie istnieje, a człowiek swoją niezawisłość osiągnie wtedy, gdy zniknie jego tożsamość płciowa.
Nic bardziej mylnego i niebezpiecznego zarazem. Po pierwsze: Człowiek, który choćby w części nie zidentyfikował się z własną płcią, nie ma utwierdzonego poczucia własnej tożsamości, czuje się jak „zawieszony między bytami” i trudno mu znaleźć swoje miejsce w życiu. Podkreśla to nawet prof. Lech-Starowicz, seksuolog, którego nie można podejrzewać o nieprzyjazność wobec feminizmu. Po drugie: trudno mówić o dowolnym konstatowaniu płci. Zabiegi chirurgiczne, oddziaływanie hormonalne i zmiana wpisu w dokumentach nigdy nie skutkują rzeczywistą zmianą płci, a jedynie namiastką. W dodatku okupioną m.in. koniecznością uzupełniania w sposób sztuczny hormonów, co jest równoznaczne z brzemiennymi w skutkach efektami zdrowotnymi. I: wracając do wypowiedzi studenta pani Butler i jej reakcji. Czy efektem rozproszenia osobowości człowieka może być coś budującego?

Skutki nieakceptacji
„Nikt nie rodzi się kobietą, kobietą się staje”, „Dziecko w łonie matki jest intruzem”. – mówiła kilkadziesiąt lat przed Judith Butler, Simone de Beauvoir (1908-86). Francuska, pisarka i filozof już jako mała dziewczynka doświadczyła, co to znaczy, być odrzuconą ze względu na swoją tożsamość. Jej ojciec nie akceptował tego, że jest dziewczynką. Efekt: sama Simone nie akceptowała swojej kobiecości, co stało się motorem jej działań: nieuporządkowanego życia seksualnego, działań proaborcyjnych i agresywnego feminizmu.
Najważniejsza książka jej autorstwa, wydana w 1949 r. „Druga płeć” to próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego kobiety przyjmują – podporządkowane wobec mężczyzn role społeczne. De Beauvoir, zastanawiając się nad sprawami, skądinąd ważnymi, wychodziła z błędnych założeń: samo małżeństwo postrzegała jako opresywne wobec kobiet (porównywała je do prostytucji), w dziecku widziała zagrożenie. Wspomniana książka stała się jednym z podstawowych dzieł filozofii feministycznej., a Beauvoir w dużej mierze przyczyniła się do legalizacji aborcji we Francji.

Sfałszowane badania
8-miesięczny David Reimer podczas operacji stulejki, doświadczył znacznego uszkodzenia prącia. Dr John Money (1921 – 2006), psychiatra, homoseksualista i badacz hermafrodytyzmu (obojnactwa) podpowiedział rodzicom, by wobec tego dramatu wychowali chłopca jako dziewczynkę. To było w 1966 r. Rodzice zgodzili się. Chłopcu zaczęto podawać żeńskie hormony i poddano operacji narządów płciowych. Co roku był badany przez dr Money’a, który przedstawiał w kolejnych raportach wyniki potwierdzające teorię, że dziecko po urodzeniu jest neutralne pod względem psychoseksualnym i że to posiadanie męskich lub żeńskich narządów płciowych determinuje kształtowanie tożsamości płciowej. Wyniki badań okazały się fałszywe. Seksuolodzy: Milton Diamond oraz H. Keith Sigmundson, w latach 1994-1995 przeprowadzili wywiady z Davidem i jego najbliższymi, które zdecydowanie im zaprzeczyły. Chłopiec, mimo że był wychowywany jak dziewczynka, wykazywał typowe dla chłopców zachowania: uprawiał sztuki walki, bawił się żołnierzami, oddawał mocz na stojąco. Nie chciał bawić się lalkami i nosić sukienek, nie akceptował swojego dziewczęcego wyglądu. Mając 14 lat, zdecydował, że chce żyć jako mężczyzna – po kolejnych operacjach podejmujących próbę przywrócenia płci i podawaniu męskich hormonów, David psychicznie zaczął czuć się lepiej. Jego późniejsza żona opisywała go naukowcom, jako funkcjonującego w typowo męski sposób.
Równolegle do tych wydarzeń, psychologia, socjologia i feminizm były kształtowane przez fałszywe publikacje Johna Money’a. Raporty potwierdzające możliwości kształtowania roli płciowej niezależnie od płci genetycznej, były publikowane w 1972 i 1973 r. i w latach ’90, skłaniając wielu naukowców do zmiany swojego spojrzenia na płeć kulturową i biologiczną. Fałszywa teoria, jak widzimy, do tej pory jest pielęgnowana w niektórych środowiskach.

Feminizm i przemoc
Psychiczne poniżenie, pobicia, gwałty – takie doświadczenia wydają się cechą wspólną doświadczeń wielu czołowych feministek tzw. drugiej fali (lata 60 i 70 XX w.) i późniejszych. (Przy czym koniecznie trzeba odróżnić pierwszej fali w XIX i początkach XX wieku, który jak najbardziej słusznie postulował równouprawnienie kobiet pod względem prawa i edukacji, od feminizmu drugiej fali i kolejnych, niszczącym porządek społeczny).
Np. Waleria Solanas, autorka m.in. manifestu o znamiennym tytule „Towarzystwo Poćwiartowania Mężczyzn” była molestowana seksualnie przez ojca. Andrea Dworkin, jedna z czołowych przedstawicielek „drugiej fali”, była bita i gwałcona przez męża, doświadczyła także przemocy seksualnej ze strony innych osób. Trudno się więc dziwić, ze w jednym ze swoich dzieł wygłasza pogląd, że małżeństwo jest instytucją, która ewoluowała od „gwałtu jako praktyki”, co owszem jest zgodne, ale z jej osobistym doświadczeniem. Nie wiem, jakie doświadczenia osobiste miała np. Marlene Dixon, niemniej już jako profesorka socjologii Uniwersytetu Chicago, w 1969 r. stwierdziła: „instytucja małżeństwa to podstawowy wehikuł utrwalania opresji kobiety”. Robin Morgan nazwała małżeństwo „niewolniczą praktyką”. W 1973 r. Nancy Lehman i Helen Sullinger w „Deklaracji Feministek”, uznały małżeństwo za narzędzie kontroli kobiety przez mężczyznę i podkreśliły, że koniecznym warunkiem wyzwolenia kobiety jest zniszczenie instytucji małżeństwa.
Stąd już niedaleko do współczesnych postulatów genderyzmu, wskazującego, na tradycyjne role społeczne jako narzędzie ucisku. Patrząc na ich twórców, trudno oprzeć się przekonaniu że rozpraszanie myśli społecznej wynika z tego, że sami ich autorzy uciekają od własnej tożsamości i własnych zranień.
To, co najbardziej w tym kontekście dziwi, to uparte lansowanie nieprawdziwych założeń gender. W Oslo, po zdemaskowaniu ich, w 2011 r. zamknięto tamtejszą katedrę gender. U nas się je otwiera, jako przejaw nowoczesności.
Dorota Niedźwiecka
Artykuł opublikowany w miesięczniku „Moja Rodzina” w 2015 r.


Gender i logika
„Po pani wykładzie, ja już nie wiem, kim jestem”. To wyznanie jednego ze studentów, uczących się u prof. Judith Butler – czołowej działaczki na rzecz gender. Prof. Butler uznała je za swój sukces naukowy.
Zaczęło się niewinnie. Od literackiej, moralnie obojętnej, analizy podmiotu lirycznego. Kilkadziesiąt lat temu naukowcy zaczęli przyglądać mu się coraz bardziej i bardziej, rozkładać na drobniejsze elementy, rozpraszać. I nie byłoby w tym nic niebezpiecznego, gdyby z przestrzeni teorii literatury tendencja nie przeszła do nauk, dotyczących realnego ludzkiego życia.

Zawieszony między bytami
Wspomniana wyżej Judith Butler (ur. w 1956 r.) to profesor literatury porównawczej i retoryki Uniwersytetu w Kalifornii. W badaniach nad podmiotem literackim i w swoich postulatach dotyczących osoby, poszła o krok dalej niż inni genderyści. Butler stoi na stanowisku, że płeć w ogóle nie istnieje, a człowiek swoją niezawisłość osiągnie wtedy, gdy zniknie jego tożsamość płciowa.
Nic bardziej mylnego i niebezpiecznego zarazem. Po pierwsze: Człowiek, który choćby w części nie zidentyfikował się z własną płcią, nie ma utwierdzonego poczucia własnej tożsamości, czuje się jak „zawieszony między bytami” i trudno mu znaleźć swoje miejsce w życiu. Podkreśla to nawet prof. Lech-Starowicz, seksuolog, którego nie można podejrzewać o nieprzyjazność wobec feminizmu. Po drugie: trudno mówić o dowolnym konstatowaniu płci. Zabiegi chirurgiczne, oddziaływanie hormonalne i zmiana wpisu w dokumentach nigdy nie skutkują rzeczywistą zmianą płci, a jedynie namiastką. W dodatku okupioną m.in. koniecznością uzupełniania w sposób sztuczny hormonów, co jest równoznaczne z brzemiennymi w skutkach efektami zdrowotnymi. I: wracając do wypowiedzi studenta pani Butler i jej reakcji. Czy efektem rozproszenia osobowości człowieka może być coś budującego?

Skutki nieakceptacji
„Nikt nie rodzi się kobietą, kobietą się staje”, „Dziecko w łonie matki jest intruzem”. – mówiła kilkadziesiąt lat przed Judith Butler, Simone de Beauvoir (1908-86). Francuska, pisarka i filozof już jako mała dziewczynka doświadczyła, co to znaczy, być odrzuconą ze względu na swoją tożsamość. Jej ojciec nie akceptował tego, że jest dziewczynką. Efekt: sama Simone nie akceptowała swojej kobiecości, co stało się motorem jej działań: nieuporządkowanego życia seksualnego, działań proaborcyjnych i agresywnego feminizmu.
Najważniejsza książka jej autorstwa, wydana w 1949 r. „Druga płeć” to próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego kobiety przyjmują – podporządkowane wobec mężczyzn role społeczne. De Beauvoir, zastanawiając się nad sprawami, skądinąd ważnymi, wychodziła z błędnych założeń: samo małżeństwo postrzegała jako opresywne wobec kobiet (porównywała je do prostytucji), w dziecku widziała zagrożenie. Wspomniana książka stała się jednym z podstawowych dzieł filozofii feministycznej., a Beauvoir w dużej mierze przyczyniła się do legalizacji aborcji we Francji.

Sfałszowane badania
8-miesięczny David Reimer podczas operacji stulejki, doświadczył znacznego uszkodzenia prącia. Dr John Money (1921 – 2006), psychiatra, homoseksualista i badacz hermafrodytyzmu (obojnactwa) podpowiedział rodzicom, by wobec tego dramatu wychowali chłopca jako dziewczynkę. To było w 1966 r. Rodzice zgodzili się. Chłopcu zaczęto podawać żeńskie hormony i poddano operacji narządów płciowych. Co roku był badany przez dr Money’a, który przedstawiał w kolejnych raportach wyniki potwierdzające teorię, że dziecko po urodzeniu jest neutralne pod względem psychoseksualnym i że to posiadanie męskich lub żeńskich narządów płciowych determinuje kształtowanie tożsamości płciowej. Wyniki badań okazały się fałszywe. Seksuolodzy: Milton Diamond oraz H. Keith Sigmundson, w latach 1994-1995 przeprowadzili wywiady z Davidem i jego najbliższymi, które zdecydowanie im zaprzeczyły. Chłopiec, mimo że był wychowywany jak dziewczynka, wykazywał typowe dla chłopców zachowania: uprawiał sztuki walki, bawił się żołnierzami, oddawał mocz na stojąco. Nie chciał bawić się lalkami i nosić sukienek, nie akceptował swojego dziewczęcego wyglądu. Mając 14 lat, zdecydował, że chce żyć jako mężczyzna – po kolejnych operacjach podejmujących próbę przywrócenia płci i podawaniu męskich hormonów, David psychicznie zaczął czuć się lepiej. Jego późniejsza żona opisywała go naukowcom, jako funkcjonującego w typowo męski sposób.
Równolegle do tych wydarzeń, psychologia, socjologia i feminizm były kształtowane przez fałszywe publikacje Johna Money’a. Raporty potwierdzające możliwości kształtowania roli płciowej niezależnie od płci genetycznej, były publikowane w 1972 i 1973 r. i w latach ’90, skłaniając wielu naukowców do zmiany swojego spojrzenia na płeć kulturową i biologiczną. Fałszywa teoria, jak widzimy, do tej pory jest pielęgnowana w niektórych środowiskach.

Feminizm i przemoc
Psychiczne poniżenie, pobicia, gwałty – takie doświadczenia wydają się cechą wspólną doświadczeń wielu czołowych feministek tzw. drugiej fali (lata 60 i 70 XX w.) i późniejszych. (Przy czym koniecznie trzeba odróżnić pierwszej fali w XIX i początkach XX wieku, który jak najbardziej słusznie postulował równouprawnienie kobiet pod względem prawa i edukacji, od feminizmu drugiej fali i kolejnych, niszczącym porządek społeczny).
Np. Waleria Solanas, autorka m.in. manifestu o znamiennym tytule „Towarzystwo Poćwiartowania Mężczyzn” była molestowana seksualnie przez ojca. Andrea Dworkin, jedna z czołowych przedstawicielek „drugiej fali”, była bita i gwałcona przez męża, doświadczyła także przemocy seksualnej ze strony innych osób. Trudno się więc dziwić, ze w jednym ze swoich dzieł wygłasza pogląd, że małżeństwo jest instytucją, która ewoluowała od „gwałtu jako praktyki”, co owszem jest zgodne, ale z jej osobistym doświadczeniem. Nie wiem, jakie doświadczenia osobiste miała np. Marlene Dixon, niemniej już jako profesorka socjologii Uniwersytetu Chicago, w 1969 r. stwierdziła: „instytucja małżeństwa to podstawowy wehikuł utrwalania opresji kobiety”. Robin Morgan nazwała małżeństwo „niewolniczą praktyką”. W 1973 r. Nancy Lehman i Helen Sullinger w „Deklaracji Feministek”, uznały małżeństwo za narzędzie kontroli kobiety przez mężczyznę i podkreśliły, że koniecznym warunkiem wyzwolenia kobiety jest zniszczenie instytucji małżeństwa.
Stąd już niedaleko do współczesnych postulatów genderyzmu, wskazującego, na tradycyjne role społeczne jako narzędzie ucisku. Patrząc na ich twórców, trudno oprzeć się przekonaniu że rozpraszanie myśli społecznej wynika z tego, że sami ich autorzy uciekają od własnej tożsamości i własnych zranień.
To, co najbardziej w tym kontekście dziwi, to uparte lansowanie nieprawdziwych założeń gender. W Oslo, po zdemaskowaniu ich, w 2011 r. zamknięto tamtejszą katedrę gender. U nas się je otwiera, jako przejaw nowoczesności.
Dorota Niedźwiecka
Artykuł opublikowany w miesięczniku „Moja Rodzina” w 2015 r.
Fot. pxhere.com

Artykuły powiązane