piątek, 05 wrzesień 2014 00:00

Wyrzucenie dewiantów ze szkół jest łatwe

Na jesieni można się spodziewać ofensywy organizacji homoseksualistów i pontoniarzy w polskich szkołach. Sejm będzie musiał zająć się wkrótce inicjatywą ustawodawczą ?Stop pedofilii?, czyli zakazowi zachęcania dzieci do uprawiania seksu. Działacze LGBT próbują wyprowadzić kontrę. Już zaczęli. Pomimo trwających wakacji, Kampania Przeciw Homofobii przeprowadziła niedawno warsztaty gejowskie w warszawskim gimnazjum. Organizacja nie kryła, że robi to m.in. ze względu na akcję ?Stop pedofilii?. Z kolei przed wakacjami ?Ponton? przeprowadził sondę na temat edukacji seksualnej w szkołach.

 

Jeszcze zanim badanie się zaczęło, działacze ?Pontonu? twierdzili, że edukacji właściwie nie ma. Wniosek narzucał się sam ? trzeba nadrobić braki. Przyjdzie ?Ponton? i wyrówna. Dodajmy, że od nowego roku szkolnego zmieniają się zasady zapisywania dzieci na zajęcia z wychowania do życia w rodzinie. Dotąd zgoda rodziców była potrzebna, żeby dziecko poszło na te zajęcia. Teraz konieczna będzie zgoda na niechodzenie. Bez niej udział będzie obowiązkowy. To prosty sposób na nabicie frekwencji. Jak wyglądają standardy edukacji seksualnej według WHO, nie muszę chyba przypominać czytelnikom FF (lekcje o masturbacji dla niemowląt, o antykoncepcji dla 6-latków itp.) Jeśli dodamy do tego poparcie władz dla wprowadzania do szkół obyczajowych wynalazków (rzecznik praw dziecka Marek Michalak i rzecznik praw obywatelskich Irena Lipowicz patronowali warsztatom KPH, minister Kluzik-Rostkowska po cichu popiera podobne inicjatywy, nie mówiąc już o pełnomocnik ds. równego traktowania Małgorzacie Fuszarze), sprawa może się wydawać przegrana.

Tymczasem jeden zdeterminowany rodzic jest w stanie zablokować dewiantom dostęp do szkoły. Precedens zdarzył się np. na warszawskim Mokotowie, gdzie ? mimo oporu kierownictwa szkoły i lewicowych radnych ? jeden z ojców całkowicie uniemożliwił przeprowadzanie zajęć z edukacji pontonowej. Jak? Mało kto o tym wie, ale każda lekcja prowadzona w szkole przez osoby z zewnątrz musi mieć akceptację rady rodziców. Mówi o tym wyraźnie art. 56 Ustawy o systemie oświaty. Teoretycznie nawet koncert muzyki arabskiej w sali gimnastycznej, albo pogadanka  o Sienkiewiczu wymaga zgody rady. W praktyce nikt o nią nie pyta. W przypadku niekontrowersyjnych zajęć nie ma to sensu. W przypadku szkoleń pontonopodobnych ? owszem. Jeśli w skład rady wejdą ludzie zdający sobie sprawę z sytuacji, zablokowanie dewiacyjnych lekcji jest proste i żaden rzecznik czy minister nie ma prawnych narzędzi, żeby cokolwiek z tym zrobić. A czy trudno wejść do rady rodziców wie każdy, kto kiedykolwiek był na wywiadówce. Kiedy pada pytanie, kto chce się zaangażować, zapada cisza. Chętnych brak. Wystarczy podnieść rękę.

Wiele razy słyszałem, że w starciu z machiną państwową obywatel nie ma szans. To prawda, ale nie zawsze. Polskie przepisy dają rodzicom narzędzia, z których warto skorzystać. 

Jakub Jałowiczor

http://www.fronda.pl/blogi/nowy-autorytet-na-dzielni/wyrzucenie-dewiantow-ze-szkol-jest-latwe,40264.html

Czytany 6989 razy