Tel.690297773 , email: kontakt@stop-seksualizacji.pl

odbieramy telefony w godz.: 12.00-14.00

czwartek, 17 wrzesień 2020 09:53

Czy dzieci są bezpieczne w szkole, jeśli chodzi o indoktrynację ze strony ideologii gender i lgbt?

Napisała

Z Magdaleną Czarnik, prezes Stowarzyszenia Rodzice Chronią Dzieci, dla "Naszego Dziennik"a rozmawia Karolina Goździewska

 

Czy dzieci od 1 września będą bezpieczne w szkole, jeśli chodzi o indoktrynację ze strony ideologii gender i lgbt?

- Niestety, nie we wszystkich placówkach, dlatego na początku roku szkolnego będziemy wysyłać newsletter do rodziców. Znajdą się w ostrzeżenia przed konkretnymi zagrożeniami w szkole ze strony środowisk lgbt. Uświadamiamy rodziców, że spodziewać się mogą dodatkowych zajęć pod różnymi nazwami m.in. edukacji seksualnej, antydyskryminacyjnej, równościowej, czy tolerancji wobec mniejszości. Może się też zdarzyć, że ideologiczne treści przemycane będą na zwykłych przedmiotach szkolnych takich jak j. polski, biologia, czy wychowanie do życia w rodzinie.

Radzimy rodzicom, by każdą podejrzaną organizację wchodząca do szkoły sprawdzali w internecie. Nie zdarzyło się, by którakolwiek z organizacji lgbt nie była powiązana z perwersyjnymi materiałami pseudo-edukacyjnymi, czy też z aktywistami tzw. pozytywnej pedofilii, czy postulatami legalizacji prostytucji. Zwracamy na to uwagę na naszych spotkaniach, by uświadomić rodzicom, że w Polsce działają filie organizacji z Zachodu nastawionych na demoralizację dzieci. Prosimy, by rodzice wchodzili do rad rodziców, trójek klasowych, by pilnowali, co się dzieje, a wszelkie nieprawidłowości zgłaszali do kuratorów, a także do naszego stowarzyszenia. Zbieramy zgłoszenia na temat perwersyjnych zajęć, jakie odbywają się w polskich szkołach i mamy ich już naprawdę dużo. Niektóre musieliśmy zgłosić do prokuratury. Polegają one w zasadzie na zachęcaniu uczniów do podejmowania różnych czynności seksualnych. Przedstawiane są im praktyki seksualne, które mogą wypróbować. Kulisy działania aktywistów lgbt doskonale pokazano w programie „Alarm” przygotowanym z ukrytej kamery przez TVP Info.

 Polski rząd w jakiś sposób angażuje się w obronę dzieci przed propagandą środowisk lgbt? 

- Nasze stowarzyszenie powstało w 2016 roku, kiedy panowała jeszcze euforia związana z dojściem do władzy partii PiS, która szła wtedy do wyborów głosząc ostrą krytykę ideologii gender. Nasze nadzieje zostały jednak szybko rozwiane. Zwolnienie kuratora łódzkiego Grzegorza Wiechowskiego za krytyczne wypowiedzi pod adresem środowiska lgbt mówi samo za siebie.

Przygotowujemy petycję w jego obronie, a także będziemy domagać się dymisji Dariusza Piontkowskiego, szefa MEN. Wielokrotnie ignorował sygnały od rodziców i kuratorów, a jego odpowiedź na nasz ostatni list, zawierający przykłady parszywych zajęć ze szkół, świadczy o jego patologicznej indolencji. Nie wypowiedział ani jednego słowa w stronę kuratorów, jak mają postępować, by egzekwując polskie prawo chronić dzieci w szkołach przed perwersyjną indoktrynacją środowisk lgbt. Na ten temat wielokrotnie wypowiadała się małopolska kurator oświaty Barbara Nowak, która ma spisane i sprawdzone instrukcje i wystarczyłoby, aby minister z tego skorzystał i rozesłał te wytyczne do pozostałych kuratorów. Jednak do dnia dzisiejszego tego nie doczekaliśmy się.

Niestety, polski rząd walkę o bezpieczeństwo dzieci w szkołach pozostawił na barkach rodziców. Program 500 plus sprowadza się do ekonomii, ale nie chroni świata wartości.

To gorzkie słowa. Czy Państwo jako stowarzyszenie podejmowali próby rozmów z przedstawicielami obecnej władzy?

- Począwszy od 2016 r. podejmowaliśmy wraz z innymi organizacjami prorodzinnymi wiele rozmów, a także wysłaliśmy wiele pism. Zaczęliśmy od spotkania w Kancelarii Prezydenta RP, potem  z minister Zalewską, z pełnomocnikiem rządu do spraw społeczeństwa obywatelskiego i równego traktowania Wojciechem Kaczmarczykiem, z p. Iwoną Michałek pełnomocnikiem ds. wychowawczej funkcji szkoły, itd. Pomimo naszych apeli i ukazywanego realnego zagrożenia, polskie władze nie podjęły działań, by chronić dzieci przed seksualną indoktrynacją. W gronie kilkudziesięciu stowarzyszeń prorodzinnych, od 2016 roku spotykaliśmy się też przy kancelarii premiera w ramach Zespołu ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji Rodzin. Zgłaszaliśmy wiele pozytywnych propozycji rozwiązania problemu indoktrynacji naszych dzieci ideologią gender.

Niestety, od kiedy PiS doszedł do władzy, nie tylko nie rozwiązano tego problemu, a wręcz nastąpiła coraz większa ekspansja organizacji lgbt w Polsce. Mało tego - jak pokazuje raport Fundacji Mamy i Taty, organizacje lgbt uzyskują aktualnie finansowanie od czterech ministerstw: Min. Spraw Zagranicznych, Min. Zdrowia, Min. Rodziny oraz Min. Kultury i DN. Dodatkowo pieniądze na promowanie ideologii lgbt i seksualizację dzieci wykładają także sowicie samorządy.

Korzystanie z publicznych pieniędzy przez organizacje polskich aktywistów lgbt służy w zasadzie legitymizowaniu ich działalności, gdyż i tak finansowane są zza granicy, gdzie przechodzą też szkolenia. Największa międzynarodowa organizacja gejowska ILGA do 70 proc. środków otrzymuje z Komisji Europejskiej.

Zapowiedzi wypowiedzenia Konwencji Stambulskiej też nie możemy się doczekać.

- To bardzo ważny dokument, na który powołują się aktywiści lgbt. Nasz rząd przygotowuje raporty z realizacji tej konwencji i wysyła je do komisji zwanej GREVIO, ostatni ponad stustronicowy pochodzi z grudnia 2019. Na różnych szczeblach administracji, a także na uczelniach  tworzone są stanowiska ds. równego traktowania i wyposażane są w kompetencje przeciwdziałania rzekomej dyskryminacji ze względu na tzw. orientację seksualną.

Prawnicy podkreślają, że konwencja utrudnia walkę z rzeczywistymi źródłami przemocy czyli alkoholizmem i seksualizacją społeczeństwa, a ułatwia karanie tych, którzy np. rzekomo krzywo spojrzą na homoseksualistę. Parlament natomiast od roku nie chce uchwalić obywatelskiego projektu „Stop pedofilii”, pod którym podpisało się 260 tys. Polaków. Ma on na celu nowelizację kodeksu karnego, aby chronić dzieci przed fałszywą edukacją seksualną wg standardów WHO. Dosłownie dopiero kilka dni temu pojawiła się zapowiedź, że ma być procedowany.

Mamy za to prezydencką propozycję ustawy dającej rodzicom prawo decydowania, jakie organizacje mogą działać w szkołach. Czy to rozwiąże problemy, z jakimi dziś borykają się rodzice w obliczu destrukcyjnej ideologii lgbt?

- Pan prezydent Andrzej Duda za późno dojrzał te problemy, nie uwzględniając ich na poważnie w toku swojej kampanii wyborczej. Propozycja, którą złożył, by rodzice kontrolowali treści edukacyjne, to nic nowego. Takie zapisy już są w prawie oświatowym. Według prawa dyrektor może wpuścić do szkoły organizację po uzyskaniu zgody od rady rodziców. W praktyce rodzice zgadzają się na wpuszczenie organizacji, o których zakresie działania nie mają pojęcia. Wynika to też czasem z bezkrytycznego zaufania szkole. W innych przypadkach, rodzice są tak bardzo zapracowani, że w zasadzie jest im wszystko jedno; widać, że abdykowali z funkcji wychowawczych.

Rumunia zakazała propagowania ideologii gender na wszystkich poziomach edukacji. Powinniśmy pójść w jej ślady?

  1. - Jak najbardziej. Nie jest trudno wykazać, że działania organizacji lgbt mają charakter przestępczy. Łamią szereg aktów prawnych takich jak, kodeks karny, kodeks wykroczeń, ustawę oświatową i programy profilaktyczno-wychowawcze szkół. W polskim systemie prawnym zamierzają wprowadzić zmiany sprzeczne z naszą Konstytucją; chcą redefinicji podstawowych pojęć jak małżeństwo czy rodzina. Działają na szkodę naszego państwa i społeczeństwa. Wytaczają procesy sądowe, aby zakneblować usta tym, którzy ich krytykują, jak m.in. drukarzowi w Łodzi za odmowę drukowania ulotek dla lgbt, wymuszają zwalnianie z pracy, np. pracownika IKEI, za to, że zacytował Pismo św., czy cenzurują wykłady, jak w przypadku prof. Ewy Budzyńskiej. Na Zachodzie doprowadzili już do demontażu podstawowych praw obywatelskich, takich jak: wolność słowa, wolność sumienia, wolność prowadzenia badań naukowych, wolność wyboru terapii i oferowania pomocy tym, którzy chcieliby się pozbyć niechcianych skłonności homoseksualnych.

Kulturę przejęła dziś lewica, negując wartości chrześcijańskie, a promując ideologię lgbt i gender w grach komputerowych, filmach, w kinie i teatrze. Jak Państwo chronią przed nią swoje dzieci?

- Sporadycznie chodzimy do teatru, jeżeli już, to tylko na sprawdzone i polecone sztuki. Dzieciom staramy się pokazywać filmy, które znamy, najchętniej z naszego dzieciństwa i młodości, w których nie ma indoktrynacji. Nowe, niesprawdzone seriale ograniczamy. Staramy się też z dziećmi dużo rozmawiać i argumentować. W moim środowisku w wielu rodzinach to się sprawdziło. Dzieci udało się tak ukształtować, że nie uległy manipulacjom i jako dorosłe już osoby dostrzegają fałsz ruchu lgbt.

Mamy wiele zarzutów do „dobrej zmiany”, która przejęła władzę także w mediach publicznych w 2015 roku. W TVP jest bardzo dużo filmów przemycających wątek wspaniałych par homoseksualnych. Jeśli młodzież ogląda takie seriale, to znacząco zmieniają one mentalność. Nie trzeba wtedy nawet zajęć w szkole, by przekonać dzieci, że homoseksualiści - zawsze przedstawiani w dobrym świetle - mogą tworzyć wspaniałą rodzinę, lepszą niż normalna, tradycyjna, która jest przedstawiana jako siedlisko przemocy. To współgra z treściami filmów na Netfliksie, pojawia się w bajkach dla dzieci. Znane są bajki np. o pingwinach - dwóch tatusiach. To oswajanie z różnymi „formami rodziny”, dzieciom przemyca się wielkie kłamstwo „urabiając głowę”, że to są lepsze rodziny niż ich. Tymczasem homoseksualiści poza kamerami mainstreamowych stacji TV, nie są za bardzo zainteresowani zawieraniem małżeństw. Jak powiedziała aktywistka środowisk lgbt Masha Gessen, chcą przejąć tę instytucję, dlatego muszą teraz kłamać, ale tak naprawdę chodzi im oto, by ją zniszczyć. Ta walka o małżeństwo ma doprowadzić do zniszczenia dotychczasowej struktury społecznej. Społeczeństwo nie ma się już dłużej opierać na rodzinie składającej się z mężczyzny i kobiety. Ma się zamienić w zbiór luźnych jednostek, wykorzenionych z tożsamości i pozbawionych wszelkich norm w dziedzinie seksualności, które według ideologów lgbt nas ograniczają. Oznacza to m.in. także przyzwolenie na pedofilię i kazirodztwo, o czym można usłyszeć od propagatorów teorii gender i queer.

Ideologia gender i lgbt zbiera już swoje bardzo bolesne żniwo na Zachodzie.

- Niemiecka socjolog Gabriele Kuby wyda wkrótce nową książkę pt. „Stracone pokolenie” o cierpieniach doznawanych przez dzieci w przeseksualizowanej kulturze będącej skutkiem rewolucji gender. Ukazuje w niej bardzo konkretne dramaty młodego pokolenia, w którym jedna trzecia dzieci już urodziła się poza małżeństwem. Wychowani przez samotne matki, oddawani do przedszkoli, gdzie realizowane są programy równościowe, a panie przedszkolanki malują chłopcom paznokcie i wciskają do zabawy lalki, zachęcają do masturbacji. Takie dzieci wychowywane bez ojca dużo łatwej można zaburzyć. Dla nich wiele słów ma inne znaczenie niż dla dzieci z pełnych rodzin. Dla nich rodzina to nierzadko już zestaw kumpli z internetu. Jak mówi Gabriele Kuby, z takimi osobami trudno nam znaleźć wspólny język i odbudować cywilizację.

Silna rodzina jest najlepszym czynnikiem chroniącym przed różnymi patologiami. Dzieci jednak idą do szkół, potem na uczelnie, które zdominowane zostały już dawno przez światopogląd lewicowy. Kilka lat temu doktor Jordan Peterson z Kanady powiedział, że jeśli rodzice chcą, by dzieci zachowały ich wartości, to nie powinni ich posyłać na uniwersytety. To bolesna prawda. Córka znajomej mi osoby z Wielkiej Brytanii, wychowywana w pełnej kochającej się rodzinie, na studiach weszła w środowisko homo – i transseksualistów, które wpłynęło na jej decyzję tzw. zmiany płci i dziś jest już po amputacji piersi. Dla jej rodziców, wierzących chrześcijan, to prawdziwy dramat. Modlą się i ufają, że się odnajdzie.

Wielka Brytania wprowadziła już w szkołach obowiązkowe zajęcia z historii ruchu lgbt.

- W Wielkiej Brytanii, jak i w innych krajach na Zachodzie, ruch transseksualny jest obecnie bardzo silny. „Walka z homofobią” została już tam wygrana. Lesbijki, geje, biseksualiści uzyskali żądane przywileje. Nikt publicznie nie odważy się na krytykę homoseksualizmu, gdyż grożą za to różne kary. Teraz literka T weszła na scenę - pojawił się nowy wróg publiczny czyli transfobia, z którą także należy walczyć. Jeśli rodzice sprzeciwiają się tzw. operacjom zmiany płci u swoich dzieci, które wpadły na ten pomysł po obowiązkowych szkolnych zajęciach z transseksualistami, otóż są transfobami. Zdarza się, że dzieciom zapisywane są terapie hormonalne bez zgody rodziców. Liczba operacji tzw. zmiany płci na Zachodzie rośnie lawinowo. Tymczasem z biologicznego punktu widzenia, można się przebrać lub okaleczyć, ale płci zmienić się nie da, gdyż jest ona zapisana w chromosomach w każdej komórce naszego ciała. Ekstremalnie rzadko zdarzają się takie zaburzenia, kiedy ze względu na niedorozwój narządów płciowych faktycznie potrzebna jest operacja. To bardziej skomplikowany temat, natomiast ruch transseksualistów wtłacza zdrowe dzieci w zaburzenia, które nieodwracalnie niszczą ich życie. Dramat.

Czy w Europie są organizację zrzeszające rodziców broniących swoich dzieci ?

- W każdym kraju na Zachodzie są organizacje rodziców, którzy chronią dzieci przed demoralizacją, często współdziałają z ruchem pro life. To nie są duże grupy osób, ponieważ mentalność zachodnich społeczeństw uległa już dawno przeobrażeniu, jednak prężnie działają. W sierpniu 2015 roku na organizowanej przez nas manifestacji „Stop deprawacji w edukacji” głos zabierali przedstawiciele rodziców z Niemiec, Włoch, W. Brytanii i Francji. Od tego czasu współpracujemy.

Dziękuję za rozmowę.